Sto lat samotności

„Sto lat samotności” Gabriela Garcii Marqueza, kolumbijskiego pisarza, to książka bardzo specyficzna i dość trudna w odbiorze. Dodatkowo niejasny podział na niezatytułowane rozdziały oraz gęsta, niemal bezdialogowa proza czynią z powieści wymagającą lekturę. Są w niej długie fragmenty, które czyta się z zapartym tchem, i inne, przez które trudno przebrnąć. Ale po jej przeczytaniu wręcz smutno mi było ją odłożyć…Magia, powolne tempo, swoista zaściankowość, powtarzalność oraz pewna nierzeczywistość przedstawionego świata wciągają i nie dają o sobie zapomnieć.
Postanowiłam ją przeczytać (zreszta po raz trzeci) aby sobie ją przypomnieć zanim zacznę oglądać serial na Netflixie, który powstał na podstawie powieści Marqueza. I jest to pierwsza adaptacja tej książki ![]()
Książka opisuje sześć pokoleń rodziny Buendia, zamieszkujących osadę Macondo, która na oczach czytelnika rozrasta się, cywilizuje a w końcu popada w ruinę. Macondo to taki egzotyczny, magiczny mikrokosmos, na którym swoje piętno odciska również i ta „wielka” historia. Religia miesza się tu z przesądami, zabobonami i magią a świat przedstawiony jest na tyle uniwersalny, że staje się na swój sposób światem archetypowym.
Poszczególni bohaterowie „Stu lat samotności” przeżywają swoje rozterki, czasami w zaciszu domu, czasami na wojnach czy poza granicami. To co ich łączy to imiona (czytelnik łatwo gubi się w gąszczu identycznych imion i nie do końca wiadomo o którym Aurelianie, Jose Arcadio czy Amarancie jest mowa), szaleńcze poszukiwanie miłości i bliskości (czasami w związkach przypadkowych, niewłaściwych lub nawet kazirodczych), jakiś obłęd, który pozwala im zapomnieć czy uciec (pergaminy, wynalazki, złote rybki, sprzątanie, haftowanie, gra na klawikordzie) czy wiara w przesądy. Nade wszystko łączy ich jednak poczucie osamotnienia i wyobcowania, które próbują zagłuszyć na różne sposoby.
Naczelnym miejscem utworu jest dom Jose Arcadii i Urszuli, który budują w założonej przez siebie osadzie Macondo, pośród mokradeł, i który zamieszkują kolejne pokolenia Buendiów.
Powieść tę określa się mianem realizmu magicznego, ponieważ w codzienną rzeczywistość wplecione są tu wątki fantastyczne. Żywi obcują ze zmarłymi, ksiądz lewituje, perskie dywany unoszą się nad Macondo, Remedios wstępuje do nieba, deszcz pada nieustająco przez prawie pięć lat, wioskę nawiedza plaga bezsenności a w pokoju Cygana Melquiadesa dzieją się prawdziwe dziwy.
Książka ta, mimo że jest fikcją, opisuje również prawdziwe wydarzenia z historii Kolumbii, np. liczne wojny domowe czy masakrę strajkujących pracowników wytwórni bananów. Znajdziemy tu również całe bogactwo życia społecznego: rozwój cywilizacji oraz związane z tym problemy, poszukiwanie szczęścia, obłęd wojny, wyzysk społeczny, katastrofy pogodowe, walkę partii politycznych, które w końcu nie wiedzą za co i o co walczą…
Miejsce i czas powieści są tu określone a jednocześnie fabuła mogłaby być osadzona wszędzie i niemal w każdym czasie. Bo czas nie biegnie tu tylko linearnie- czasami zdaje się stać w miejscu, zwłaszcza dla niektórych osób, lub zataczać kręgi- przedstawiciele kolejnych pokoleń powtarzają błędy swoich przodków, dziedziczą pewne określone cechy i powielają zachowania swoich poprzedników.
Kto lubi trochę niestandardową literaturę to ta książka zdecydowanie może się podobać. Została ona zaliczona do grona arcydzieł literatury, stając się inspiracją dla wielu innych autorów i twórców.
Zdecydowanie polecam
, choć pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu.
Ciekawa jestem jej wersji filmowej
Nikt wcześniej nie odważył się przenieść powieści na ekran. Zobaczymy.
