Belcanto

Po „Balcanto”, książkę Ann Patchett, amerykańskiej pisarki, sięgnęłam dzięki poleceniu znajomej. I mam co do niej bardzo mieszane uczucia.
W bogatej willi wiceprezydenta któregoś z południowoamerykańskich krajów, odbywają się urodziny pana Hosokawy, prezesa wielkiej japońskiej korporacji. Główną atrakcją i magnesem wieczoru jest utytułowana sopranistka Roxane Coss, uwielbiana przez jubilata. Zresztą pasją pana Hosokawy jest właśnie opera.
Niespodziewanie do budynku wdzierają się terroryści, chcący schwytać prezydenta kraju. Okazuje się jednak, że prezydent pozostał w domu, gdyż…nie chciał przegapić odcinka swojej ulubionej telenoweli ![]()
Terroryści są zatem w kropce. Co zrobić z gośćmi tak licznie zgromadzonymi w willi? Jak wykorzystać sytuację by ugrać coś dla swojej organizacji? No i jak nie skrzywdzić niewinnych ludzi, a przy okazji nie stracić twarzy?
Negocjacje trwają. Długo trwają. Tymczasem między zakładnikami a terrorystami zaczynają tworzyć się dziwne, jak na zaistniałe okoliczności, więzy. Terroryści, w dużej mierze jeszcze prawie dzieci, zaczynają korzystać z sytuacji w jakiej się znaleźli. Zakładnicy natomiast, wyrwani z codziennej rzeczywistości, wychodzą ze swoich ról i zaczynają żyć tu i teraz, czasami odnajdując siebie na nowo.
Cała powieść to połączenie thrillera, powieści psychologicznej oraz romansu, z silnymi akcentami komicznymi. Cierpienie łączy się tu z groteską, realizm z absurdem.
Szczerze mówiąc początek mocno mnie znudził i zmęczył. Ciągnął się jak włoskie spagetti albo…właśnie południowoamerykańska telenowela
Z biegiem czasu zaczynało robić się coraz ciekawiej, choć zachwyt wszystkich nad śpiewem Roxane czy umizgi w jej kierunku były mało przekonujące.
Niemniej jednak cały ten wewnętrzny świat stworzony przez tak różnych ludzi, połączonych przymusowo sytuacją kryzysową oraz muzyką operową i śpiewem, wydaje się z jednej strony zupełnie nierzeczywisty, z innej pociągający. Stawia przed czytelnikiem ważne pytanie: kim naprawdę jesteśmy i na ile okoliczności zewnętrzne kształtują to kim jesteśmy? I czy sztuka i piękno mogą jednoczyć ludzi oraz zacierać podziały?
Jeśli ktoś lubi takie nieśpieszne tempo, a do tego nieco filozoficzne książki, to z pewnością ta pozycja przypadnie mu do gustu. Dla mnie jest ona na swój sposób ciekawa ale absolutnie mnie nie porwała ani nie zachwyciła. Raczej już do niej nie wrócę.
