||

Wilczy notes

W Mariuszu Wilku rozczytywałam się kilka lat temu. Zachwycał i niepokoił. Dziś znowu sięgnęłam po jego „Wilczy notes” i nie mogę się po nim otrząsnąć. Słowa, obrazy, formy, kształty wirują przed oczami i sięgają mackami gdzieś w głąb, dosięgając duszy.

„Wilczy notes” to pierwsza książka Mariusza Wilka z dalekiej Północy, w której opisuje on rosyjskie Wyspy Sołowieckie – archipelag wysp położonych na Morzu Białym, tuż pod kołem podbiegunowym, w guberni archangielskiej. A wyspy, mimo że obszarowo niewielkie, są Rosją w miniaturze, skąd dobrze, jak z lotu ptaka, widać wielką Rosję. Nie tylko tę mocarstwową, imperialną ale też rosyjską prowincję, a więc i rosyjską duszę – Matiuszkę. Autor nie jest turystą ale swoim – wieloletnim mieszkańcem Sołówek, który je poznał, oswoił i w nie wrósł. Jednocześnie, będąc innostrańcem, jedną nogą stoi po innej stronie, patrzy na nie nieco z dystansu, z perspektywy świadomego i wiarygodnego obserwatora.

Wyspy Sołowieckie mają bogatą i długą historię, skupiającą w sobie, jak w soczewce, historię całego kraju: wielki monastyr prawosławny (który miał nawracać i szerzyć kulturę wśród pierwotnych północnych plemion i ich potomków), surowe więzienie carskie, pierwszy eksperymentalny i pokazowy gułag-łagier w Imperium Sowieckim. Potem wyspy przejęła armia a teraz to śmietnisko ludzkie (jak o nim mówi jedna z bohaterek książki), pełne ludzi drogi, pijaków, degeneratów, osobników zwichniętych życiowo, przewrażliwionych duchowo. Jednych zdmuchnął tam wiatr historii, inni żyją tam, bo Wyspy to swoiste więzienie, po dziś dzień, choć już bez zeka i łagiernych komendantów. Sołowki to też pierwotna, bezkresna, magiczna przyroda bezmyślnie i bezlitośnie zrujnowana przez socjalizm. Na każdym niemal kroku można potknąć się tam o zardzewiałe beczki, porzucone traktory, wraki łodzi w morzu, zardzewiałe rakiety czy części maszyn oraz wszechobecne śmieci. A mazut i paliwo wylewane są bezpośrednio na plażę lub wprost do morza. A obok tych reliktów przeszłości nietrudno natknąć się na ludzkie kości czy przedziurawioną czaszkę, bo Sołowki to jedno wielkie ludzkie cmentarzysko. I nawet pradawne kamienne labirynty Saamów, które miały zapobiec temu, by dusze zmarłych nie wracały na ten świat, nie stanowią przeszkody. Bo Sołowki pełne są duchów A może to wspólnotowa rosyjska dusza, która tam wciąż mieszka?

Wilk zachwyca językiem – mięsistym, barwnym, nasyconym. „Wilczy notes” to i reportaż i dziennik i esej. Ale choć to proza, to napisana słowem tak wyrafinowanym i wysublimowanym, że czyta się ją jak żywą poezję. Jest on też wytrawnym artystą malującym naturalistyczny, smutny, szary a jednocześnie tajemniczy i uwodzicielski obraz rosyjskiej Północy oraz „Głubinki”. Z Wilkiem odbywamy podróż i w przestrzeni i w czasie. A chwilami mamy wrażenie, że przekraczamy nasz ziemski wymiar. Nie tylko poprzez odkrywanie świata pierwotnej tundry i tajgi, białych nocy, zórz polarnych, depresyjnych zim, dzikiej, surowej przyrody ale i poprzez penetrację naszego wewnętrznego świata, gdzie spotykamy się sami ze sobą. Wydeptujemy swoją tropę.

Dla mnie to książka bliska, osobista, również, a może przede wszystkim, ze względu na moje własne Północne przeżycia i doświadczenia. To coś co pośrednio znam i odczuwam. Tym silniej i mocniej odbieram zapachy, czytam mentalność i klimat Sołówek.

Mariusz Wilk to wytrawny pisarz. Jego pisarstwo wymaga też uważnego, otwartego odbiorcy. Pewnie nie każdemu „Wilczy notes” przypadłby do gustu. Mnie zachwyca 😍I z wielką ochotą sięgnę ponownie, za czas jakiś, po kolejne jego książki. Czuję ich zew 😉

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *