Pałac

„Pałac” Wiesława Myśliwskiego to jego druga powieść, z 1970 roku. Nie jest to łatwa lektura, ani do czytania, ani do interpretacji. Zresztą, jak mówił sam autor, książka staje się pełnią, gdy zostanie nasiąknięta emocjami, doświadczeniami i wspomnieniami czytelnika. Nie ma jednej poprawnej interpretacji. Narrator coś chce powiedzieć, a czytelnik może to inaczej zrozumieć. Podobnie jak w życiu.
„Pałac” nie jest typową powieścią, gdzie zdarzenia następują jedno po drugim i można na ich podstawie opowiedzieć jakąś linearną historię. Tu o fabule możemy powiedzieć niewiele: Jakub, owczarz, jest świadkiem początku wojny na terenie, gdzie rozgrywa się akcja książki. Widzi, jak w popłochu i w wielkiej gorączce, ludzie opuszczają swoje domostwa, uciekając przed bombardowaniami. To samo robi pan i pani, właściciele tytułowego pałacu. Jakub, nie wiedzieć dlaczego, zostaje na miejscu. Z onieśmieleniem i wielkim wahaniem wchodzi do pałacu. W sumie sam nie wie po co. Bywał tu niegdyś jako dziecko, był pańskim posłańcem. Wchodząc z pomieszczenia do pomieszczenia wchodzi niejako w przerózne przestrzenie oraz role tych, którzy w tym pałacu mieszkali lub byli tu gośćmi. Patrzac w pałacowe lustra oraz wpatrując się w wiszące portrety, przejmuje niejako myśli innych osób. Nie wiadomo czy to rzeczywiście ich mysli, czy jego wyobrażenia, a może jedno pomieszane z drugim.
Powieść ta to jakby strumień świadomości, narracja na pograniczu jawy i snu, rzeczywistości i wyobrażeń, świata realnego i fantazji. Dodatkowo mamy tu do czynienia z nieustannie zmieniającym się pierwszoosobowym narratorem. Raz jest nim pan, innym razem hrabia, ksiądz, sędzia, czasami sam Jakub. I nie wiadomo do końca kto jest kim i czyje myśli myslą się Jakubowi.
Dla mnie to powieść o zagubieniu człowieka i szukaniu siebie. O sprzecznościach, z których się składamy. O naszych wyobrażeniach na temat innych, często mylnych lub tylko fragmentarycznie prawdziwych. O tym, że bogactwo nie oznacza bycia szczęśliwym i spełnionym, a codzienne biedy i bolączki mogą cieszyć bardziej niż wieczna wesołość. To jeszcze powieść o ludzkich marzeniach, namiętnościach i niespełnieniach. A także o lękach, śmierci oraz poszukiwaniu miłości.
A podziały społeczne i poczucie krzywdy są tu tylko punktem wyjścia.
Bo Myśliwski to autor, który pisze o sprawach najważniejszych, a czytelnik, odnosząc się do opowieści innych, widzi w nich prawdy uniwersalne oraz odnajduje (albo gubi…) siebie. No i jak zwykle, można zatopić się w języku i słowach powieści…zawsze nieoczywistych i zaskakujących. Bo Wieslaw Myśliwski to mistrz słowa.
Nie jest to moja ulubiona powieść autora, ale zdecydowanie warto i po nią sięgnąć ![]()
